|
Wspomnienie pierwszeNie śpię, przeszłość zwaliła mi się na głowę z całą perfidnością plątaniny przypadków.List sprzed tygodnia noszę ze sobą w torebce, każde słowo znam na pamięć ale znowu otwieram zmęczoną kopertę i czytam. Nie mogę skupić się na pracy. Nasz dom bez ciebie jest pusty i cichy. Nie umiem znaleźć tam spokoju. Gdyby nie przywiązanie Viki pewnie poszukałbym innego. W tym z dnia na dzień jestem coraz bliżej granicy obłędu. I ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego wyjechałaś... Wymarzone wakacje w Edynburgu po trzecim roku studiów miały być nagrodą za oszałamiającą średnia, awans w pracy i pękającą w szwach teczkę certyfikatów. Cieszyło wszystko. Chłonęłam każdy centymetr kwadratowy tego miasta i wiedziałam że za kilka lat zostanę tam na stałe. Całe dnie spędzałam na zwiedzaniu i robiłam setki zdjęć. Poznawałam ludzi, odwiedzałam starych znajomych z Polski którzy wyjechali w pogoni za lepszą rzeczywistością. Mieszkałam u Marty- przyjaciółki z czasów liceum. Pracowała jako niania ślicznej dziewczynki. Czasami chodziłyśmy razem do parku. Mała biegała za piłką a my rozmawiałyśmy. Okazało się że mieszka ze starszym bratem, bo jej mama wyjechała do Indii szukać sensu życia. Cała historia wyglądała jak artykuł z kolorowego pisma które kupuje się u nas z nudów czekając na spóźniający się pociąg. Byłam ciekawa jaki on może być. Naiwne dziewczę wyobraziło sobie wrażliwego ciepłego człowieka, zakochanego w tym biegającym Skrzaciku. Wróciłam z Martą do domu. Przed garażem stał już samochód. W domu czekała awantura za to że Marta nie zostawiła wiadomości gdzie jesteśmy. Facet okazał się prostakiem który nie ma zielonego pojęcia co to znaczy szacunek dla drugiego człowieka.Nie omieszkałam mu o tym powiedzieć. Moje wyobrażenie rozwiało się równie szybko jak dym z papierosa. Nie zbliżyłam się więcej do tego domu. Z Martą spotykałyśmy się w umówionych miejscach. Victoria podbiła mnie swoim uśmiechem i charrrrakterkiem godnym prawdziwej kobietki. Po pierwszym miesiącu spędzonym w Edynburgu miałam już swoje miejsca , swoje puby, księgarnie i ulubione drzewa w parku. Łapałam się na tym że czas płynie za szybko i zanim się obejrzę miną kolejne dwa miesiące i będę musiała wrócić do mojej idealnie poukładanej rzeczywistości wróżącej mi świetlaną przyszłość. Z dnia na dzień byłam mniej pewna czy naprawdę tego chcę. W moje urodziny zaplanowałyśmy kino, romantyczną kolację przy świecach w swoim towarzystwie a potem miałyśmy pójść potańczyć. Po południu zadzwoniła zapłakana Marta że siedzi w szpitalu bo Viki spadła ze schodów. Na miejscu okazało się że Mała jest w lepszym stanie niż jej opiekunka. Kiedy przyjechał Kevin byłam przygotowana na karczemną awanturę. Od razu pobiegł do dziewczynki. Długo u niej siedział, słychać było jej perlisty śmiech. Potem wyszedł do nas i uspokajał roztrzęsioną Martę że to jego wina bo powinien zabezpieczyć schody które tak bardzo kuszą dziewczynkę.Z urodzin już nic nie wyszło bo obie nie miałyśmy nastroju. Ale zauważył że " cham i prostak" ma duże niebiesko szare oczy. Nie pomaga. Pisanie nie pomaga. Boli. Moja dyplomowana Pani Psycholog mówisz że najpierw ma boleć a potem zacznie pomagać. Zaczęło boleć, kiedy pomoże? way-to-edinburgh 2007-01-11 15:14:01 skomentuj (3) |
||||
|