wspomnienie drugie i skrawek dnia minionego.


Marek z pracy. Wysoki zielonooki brunet. Pokonujący kolejne szczeble kariery z prędkością światła. Zdobywający zawsze najpiękniejsze kobiety. Zdolny grafik, nieprzeciętny gawędziarz, posiadacz niekończącego się talonu na szczęście. Wczoraj przyszedł z dwoma kubkami kawy- chciał pogadać. Pokazał zdjęcie pulchniutkiej blondynki z małymi szparkami zamiast oczu, zupełnie niepodobnej do kobiet z którymi go widujemy. A jednak Dokonały Marek też za kimś tęskni, też zmarnował szansę na dom i nie zawsze jest taki szczęśliwy jak podejrzewaliśmy.


Nasza pierwsza przegadana noc była dziwna. Marta zachorowała a Viki nie chciała zostać z nikim innym tylko ciocią "Margt". Deszczowy dzień pod wezwaniem papierowych kukiełek, teatrzyków i lepienia figurek z ciasta solnego minął nadzwyczajnie szybko. Strach że sobie nie poradzę wyparował i dał miejsce na ciepło które wyzwalała we mnie Malutka. Późnym popołudniem w trakcie oglądania kolejnego odcinka Kubusia Puchatka obie zmorzył kamienny sen. Obudziłam się kiedy było już ciemno.Wyłączony telewizor, puste kolana na których wcześniej leżała mała główka.
Ktoś przykrył mnie kocem. Siedział przy stole z głową opartą na rękach. Nie zauważył że się obudziłam. Bezkarnie mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Miał ładne regularne rysy. 3 dniowy zarost, zmarszczki w kącikach oczu i zaciśnięte usta sprawiały że wydawał się nieprzystępny. Taki typ człowieka którego nikt nigdy nie zapyta o godzinę mijając go na ulicy. Musiałam w końcu się ruszyć. Wyrwany z zamyślenia patrzył jak na ducha. Przeprosiłam i zaczęłam szukać kurtki i torebki. Poprosił żebym została bo ma ochotę na kawę w czyimś towarzystwie. Rozmawialiśmy o wszystkim, o tym dlaczego wybrałam Edynburg i jak mi tu jest i o tym co zostawiłam w Polsce.Zadziwiała mnie moja szczerość. On mówił o Viki. O tym jak zaczął być brato-ojcem, pokazywał zdjęcia, w tych momentach błyszczały mu oczy i okazało się że ma ujmujący uśmiech. Kiedy było już jasno spojrzeliśmy na zegarki i wybuchnęliśmy śmiechem.Odwiózł mnie do domu. Sobotę zaczęłam od furii Marty która całą noc umierała ze strachu, bo padła mi komórka a ja zapomniałam dać znać że nie wracam. Nie pomyślała że zostałam z "tym obskurnym cholerykiem".
Przez dwa dni udobruchałam ją rolą najtroskliwszej pielęgniarki w tej części Europy. W niedzielę zadzwonił Kevin zapytać czy Marta może już wrócić do pracy. Odpowiedziałam że przez cały tydzień będę przychodzić zamiast niej.
Codziennie o 7:30 przychodziłam do nieoczekiwanej "pracy", codziennie czekała na mnie kawa , chwila rozmowy i uśmiechnięty Krasnal ładujący się na moje kolana. Codziennie jedliśmy wspólnie obiad i zostawałam dużo dłużej niż wymagały tego ode mnie godziny pracy. Codziennie Marta powtarzała że pakuję się w kłopoty a ja wstydząc się straszliwie życzyłam jej w duchu żeby grypa potrwała jeszcze trochę...


way-to-edinburgh 2007-01-12 15:42:08
skomentuj (8)