Szczęście czasami jest dziwne.


Kalendarz nieubłaganie pokazywał początek ostatniego miesiąca moich wakacji. Przez kilka dni hipnotyzowałam aparat telefoniczny i komórkę. Zrywałam się na równe nogi za każdym razem kiedy wydawały z siebie dźwięk. Pierwszy raz nie potrafiłam włączyć opcji ignorowania i pójść dalej. Żeby zachować resztki szacunku do własnej osoby obiecywałam sobie że jeśli kiedykolwiek go spotkam zmrożę go spojrzeniem, zachowaniem i tonem głosu. W Sobotę było już wystarczająco kiepsko z moim nastrojem że Marta użyła ostatecznego oręża- litrowego wiadra lodów miętowych z kawałkami czekolady. Ubrane w dresiki dzierżąc dwie wielkie łyżki siedziałyśmy na balkonie i wspominałyśmy piękne czasy szczenięce. Dzwonek do drzwi zwiastował kolejny grzech obżarstwa- pizzę z ananasem.

-Możemy porozmawiać?
W za dużym o dwa rozmiary dresie. Z włosami poplątanymi gumkami-recepturkami. Boso. Ściskając łyżkę w ręce modliłam się żeby uczucie skrajnego kretynizmu nie wypełzło na moją twarz.
-Cześć.
-Możemy porozmawiać? Nie tu.
Miałam zmrozić go spojrzeniem i odmówić. To on nie zadzwonił. To on mnie olał. To...
- Tak, tylko daj mi chwilę muszę się przebrać.
- Niepotrzebnie. Wystarczy tylko wytrzeć lody ...o tu...
W tej chwili chciałam go zabić.
-Poczekaj 5 minut.
W chwilę nie da się zrobić z siebie bóstwa ale jeansy , bluzka, rozpuszczone włosy i trochę błyszczka podreperowały moje morale na tyle żeby wyjść.

Snuliśmy się w milczeniu ulicami które zaczęły być swojskie, bliskie temu czemuś w środku co pika szybciej na myśl że nie będę tu zawsze. Rozpoznawałam szyldy, mieszkania znajomych, wiedziałam gdzie są najlepsze ciastka... On patrzył uporczywie w jeden punkt - gdzieś tam przed sobą. Nie byłam do końca pewna czy rejestruje moją obecność.
-Chciałeś porozmawiać.
-Właściwie chciałem przeprosić za to że nie zadzwoniłem.
- Nie ma problemu. I tak cały tydzień byłam zajęta.
-A ja cały tydzień myślałem o tobie.
-...
-Chodź, pokażę ci coś ładnego.




-Zamknij oczy...daj rękę...uważaj stopień...zrób duży krok bo wpadniesz w wode...schyl głowę...nie podglądaj...no mówiłem nie podglądaj...

Widzieliście kiedyś miejsce które wygląda jak obraz najzdolniejszych autorów bajek. Bez świateł, hałasu ulicy, wszechogarniająca zieleń i żywa cisza.

-I jak?
-Jak iluzja. Tyle razy tu przychodziłam i nie znalazłam tego miejsca.
-Viki o ciebie pyta. Stęskniła się. Obiecałem jej kino może się przyłączysz do nas? Jutro o 16 moze być?
-Twoja siostra szybko przywiązuje ludzi do siebie.
-Ty też.
-...

Kino, lody , park, śmiech Małej, wieczorne spacery, Edynburg jakiego jeszcze nie widziałam, wspólne obiady, wypady za miasto, jazda konna z mniej opłakanymi skutkami niż za pierwszym razem, Marta która przed każdym moim wyjściem potwarzała że sama kręcę sobie stryczek na szyję i motyle rozmnażające się w zastraszającym tempie w okolicach żołądka. Poza przyjacielskim podaniem ręki kiedy wchodziliśmy na jakąś górę, objęciem ramieniem przy robieniu zdjęć czy ewentualnym użyczeniem ramienia kiedy przysypiałam w trakcie nocnych wieczorów filmówych Kevin zachowywał się jak 100% gentelman albo co gorsza idealny przyjaciel. Zanim się obejrzałam do wylotu zostały 3 dni.Zamiast pakować sterty rzeczy siedziałam na balkonie i oglądałam po raz setny tego dnia zdjęcia z ostatniego spaceru.

-Dziewczyno zastanów się w co ty się ładujesz. Za 3 dni wracasz do Polski. Za 3 dni wracasz do normalnego życia. Z tego nic nie będzię, no może kilka przesmarkanych w poduszkę nocy.
-Zakochałam się.
-Czy ty słyszysz co ja mówię do ciebie.
-Słyszę. Zakochalam się.
-Kretynka.
-Wiem.
- Wrócisz zajmiesz się swoimi sprawami i zapomnisz.
-Pewnie masz rację.
-Nie myśl że chce się ciebie pozbyć ale nie uważasz że należałoby zacząć powoli upychać twoje rzeczy do walizek.
-Tak.
-Poza tym On nic nie zrobił.
-WIem.
-Zaprzyjaźniliście się, w porządku ale sama mówiłaś że on nic...
-No wiem.
-Dobrze że chociaż On zachował jakiekolwiek poczucie rozsądku.
-Tak.
Telefon.

-Jest, tak, za 3 dni, co?, no w Środę ok 11, jest, za 15 minut też będzie chyba ze ją zabiję, co?, nie ważne.
-Małgośka i żebyś potem nie mówiła że cię nie ostrzegałam. Żebyś słowem nie pisnęła. Zaraz przyjedzie Kevin. Prosił żebyś zeszła do niego.


-Cześć.
-Nie wyjeżdżaj.
-Czy ty zawsze zamiast cześć musisz wprawić mnie w stan osłupienia.
-Oboje bardzo chcielibyśmy żebyś z nami została.
-...i zawału.
-Wiem że proszę o dużo, ale nie chcę żebyś wyjechała.
-Zostanę.


Jego usta były ciepłe i miękkie.



way-to-edinburgh 2007-01-14 19:11:35
skomentuj (5)