|
Edynburg to małe miasto. Telefon do Marty.Pisanie zaczęło pomagać.U niej wszystko w porządku. Edynburg zalany strugami deszczu. Mój Edynburg z błyszczącymi kałużami, bezsłoneczny, w takie dni jak ten czekolada w okolicach Uniwersytetu smakuje najlepiej.Widziała Go tydzień temu w parku z Viki, przypadkiem, nie utrzymują kontaktu od mojego wyjazdu.,wymienili kilka zdań a potem nie było wyjścia i musiała dać mu mój adres- na szczęście zaznaczyła że może być nieaktualny bo miałam się wyprowadzić...-stąd ten list... -Marta powiedz mi jak wygląda Viki -Urosła i mówi coraz wyraźniej...próbuje chodzić po drzewach już... - A on? - A dobrze, wciąż przystojny i jak chce to ekstremalnie uroczy... - Acha to dobrze... - Idiotka. Od miesiąca jest na urlopie. Nie wiem kiedy ostatnio widział maszynkę do golenia i schudł jakieś 15kg od twojego wyjazdu. Czego się spodziewałaś? -Nie wiem. -Powtarzam po raz setny, skoro po roku nie zapomniał to chyba coś znaczy. I na pewno pozwoliłby ci wrócić. - Przepraszam cię, ale muszę kończyć, mam dużo pracy... Prośby Prośbami a Dian Cecht używając swoich boskich umiejętności przepędził grypę Marty i jak nowo narodzona mogła wrócić do pracy. Przez kilka dni snułam się po naszym mieszkaniu jak duch. Kawa była paskudna, nigdy nie umiałam parzyć dobrej kawy- w odróżnieniu od Kevina.Zaczęłam pić herbatę. Cisza zamiast perlistego śmiechu Viki wierciła dziurę w mózgu. Słuchałam muzyki . W porze obiadu zjadałam jabłko albo herbatnika bo jaki jest sens przygotowywać posiłek dla jednej osoby. Któregoś dnia zadzwonił telefon. Coś rozedrganego zadźwięczało w środku. -Ach to ty Marta? - A kogoś się spodziewałaś? - Nikogo... -Zostaje dziś na noc, Pan i Władca rozkazał.- Ach ok, sorki obiad mi się przypala. Zanim się obejrzałam z moich oczu popłynęły dwie fontanny. Ciekawe czy zrobi jej kawę? Przegadają noc? Czyli od początku chodziło o kogokolwiek kim można zapchać samotność...kogokolwiek. Po godzinie byłam już czerwona i zapuchnięta z napuchniętym nosem od ciągłego wycierania. Dzwonek. Pewnie Marta chce zabrać ciuchy na jutro. -Cześć Gdyby tylko można było rzeczywiście spłonąć ze wstydu byłabym kolejnym opisanym w gazetach przypadkiem samozapłonu. - Cześć... - Widzę że zaraziłaś się od Marty, powinienem zadzwonić , pomyślałem że może będzisz miała ochotę wybrać się ze mną za miasto ale... -Nic mi nie jest!!!-dziewczyno zachowaj trochę godności. -Ale wyglądasz... -Alergia!!! Wezmę wapno i przejdzie!!! -Jesteś pewna? -TAK!!! No cóż, mojej euforycznej radości nie dało się ukryć a wszystkie babskie zasady udawania niedostępnej wzięły w łeb. A co najlepsze wcale mi to nie przeszkadzało. Makijażem zatuszowałam co się dało i byłam gotowa. Przez całe popołudnie jeździliśmy konno po jakiś bocznych dróżkach. I zobaczyłam tą Szkocję spokojną, zieloną i cichą. Tą surową ale piękniejszą niż jakiekolwiek miejsce na świecie. Mało mówiliśmy ale milczenie wcale nie było krępujące. Po 2 letniej przerwie kilka godzin w siodle zaowocowało zakwasami w wielu dziwnych miejscach. Kevin umierał ze śmiechu kiedy składałam się jak papier origami żeby wsiąść do samochodu. Pod domem pomyślałam że wejście po schodach na moje piętro jest raczej niewykonalne. Bez większych ceregieli wziął mnie na ręce i zaniósł pod drzwi powtarzając żebym się nie zachowywała jak podlotek tylko potraktowała to jako pomoc pielęgniarską niepełnosprawnej osobie. Kiedy już skończył deptać resztki ocalałego romantyzmu powiedział że na wieczór zaplanował kino ale skoro jestem ofiarą losu to pojedzie do wypożyczalni. No i stałam z głupią miną, patrzyłam jak zbiega po schodach i zastanawiałam się jak to jest, że ja, kobieta wyczulona na wszelkie formy dyskryminacji mojej płci pozwalam się panoszyć temu facetowi , rozporządzać moim czasem i zupełnie mi z tym dobrze. Wrócił. Z filmami, kolacją...Nad ranem usnęłam i obudziłam się oparta o jego ramię, otulona kocem, przyglądał mi się. -Dzień dobry -Dzień dobry W mieszkaniu czułam zapach kawy za którą tak tęskniłam. -Muszę już iść, wpadnę do domu , praca czeka. Jak mięśnie? -Jestem jak nowa. -To dobrze, zadzwonie wieczorem. -Dobrze. Pa Kiedy drzwi się zamknęły opuściły mnie resztki samozaparcia. Sycząc i jęcząc wczołgiwałam się do wanny.Potem sycząc i jęcząc wypełzłam z niej i poczołgałam się do pokoju. Nie zadzwonił. Przez cały tydzień. way-to-edinburgh 2007-01-13 14:37:10 skomentuj (5) |
||||
|