coraz bliżej
Odeszłam bo nie mogłam znieść kłamstwa. Jedno nieprzemyślane zdanie na tyle miesięcy zabrało mi wszystkie powody do uśmiechu.Z mojej winy, moje kłamstwo. Bo najgorsze co można zrobić to nie powiedzieć prawdy. Prawda wyzwala.
Już niedługo będę wolna, w dniu kiedy On dowie się o wszystkim. I znowu będę mogła schować się w jego cieple.
Tak kończył się ostatni list
Wróć do nas, nie ważne co się stało, zrobię wszystko żebyś już nigdy nie chciała ode mnie uciec tylko wróć.
Ja będę musiała zrobić wszystko żeby zostać tam gdzie moje miejsce.
way-to-edinburgh 2007-01-24 19:31:14
skomentuj (20)
way to Edinburgh
Najbardziej lubiłam kiedy wracał do domu, albo kiedy wracałam ja a On już czekał na mnie zdejmował mi płaszcz i mówił że tęsknił.Zaraz potem z tupotem przybiegała Viki. Brałam ją na ręce a Ona rozdawała siarczyste buziaki.Pies odziedziczony razem z domem merdał ogonem i błagał o spacer. Wychodziliśmy we trójkę. We czwórkę bo przecież On też należał do rodziny. Rodziny."
Może jeszcze wszystko będzie dobrze. Prawda?
way-to-edinburgh 2007-01-22 18:18:44
skomentuj (11)
świt
Kiedy się kogoś kocha w nieskończoność można patrzeć na jego uśpioną twarz.
Kiedy nad ranem przymykam oczy w myślach słyszę mruczenie. Prawdziwe, kocie kiedy się budził i z resztkami snu pod powieką uśmiechał się i mówił "Hey Greenbabe, długo tak patrzysz?". A najcieplej było wtedy kiedy przestał pytać i tylko obejmował mnie mocno w ciepłej pościeli. W naszym łóżku. W naszej sypialni. Naszego domu.
bezsenność
way-to-edinburgh 2007-01-20 02:11:19
skomentuj (8)
czasami
czasami wszystkie wspomnienia przelatują przez umysł jak stado koni przez kanion na filmach bez głębokiej fabuły który ogląda się tylko dla tych widoków.
dziś pamiętam jego ciepły niski głos który kiedy do mnie mówił łagodniał i kołysał, pamiętam silne ramiona i rozczochrane włosy
dziś pierwszy raz od roku nie chciałabym pamiętać, nie dziś.
way-to-edinburgh 2007-01-18 21:09:14
skomentuj (7)
Truskawki
Pierwszy wspólny czas.Motyle w żołądku i stan lekkiego otumanienia przez który traciliśmy chwilami kontakt z rzeczywistością.Jak dwójka nastolatków.Dzień w którym kupiłam świeże truskawki i zrobiłam mus. Viki machała łyżeczką jak wiosłem i uśmiechała się a różowy krem rozsmarowała nawet na swoich bucikach. Ja czekałam na Kevina.
Kwadrans po skończeniu deseru na jego twarzy zaczęły pojawiać się czerwone kropki. On dziwnie wił się na kanapie.
Pewnie do końca starałby się zachować "pozory" ale przyciśnięty do muru zaczął "zeznawać"
Okazało się że jest uczulony na truskawki.
Stan "otumanienia" sprawił że zaaferowany naszymi początkami wspólnego życia nie czuł nawet smaku tego co jadł, zorientował się dopiero kiedy kończył. Kręcił się tak potwornie bo wstydził się zacząć drapać po całym ciele...wielka porcja wapna odratowała pacjenta i wszystko skończyło się dobrze...
a ja zrobilam kilka uroczych zdjęć...w kropki oczywiście.
Od dawna nie jem już truskawek.
way-to-edinburgh 2007-01-17 16:01:55
skomentuj (5)
Greenbabe
-U nas w Polsce jest książka w której pisze że trzeba uważać żeby nie pomylić gwiazd z niebem odbitym w tafli jeziora.
-A ja bałem się tylko tego że wyjedziesz. Z całą resztą sobie poradzimy.
-Tak.
-Tylko boję się jednej rzeczy.
-Czego?
-Że jestem od ciebie starszy i pierwszy zacznę gubić zęby, łysieć...
-Ja nie będę łysa nigdy.
-...to nie jest najgorsze. Zacznę zapominać. Będziemy spać na podjeździe...
-??
-no bo ty znowu zgubisz klucze a ja nie będę pamiętał gdzie są moje...nie będziemy mogli dostać się do domu albo nie będziemy nigdy wychodzić...
-??
-Bo kto znajdzie klucze jak je znowu schowasz do lodówki?
-Osioł!!
-Osiołek gdzie? Mała chce "pooh" !!! "pooh".
-Wykrakałaś to idź teraz czytać...
-Powiem z pamięci zaoszczędzę nam szukania książki- i tak znam na pamięć już.
-Mała czekaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa oddaj "Mgot" mi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Po 2 godzinach opowiadania o Puchatku w sypialni znalazłam kłębek włóczki od którego ciągnęła się długa zielona nić.
Obok leżała kartka- na której napisane było jedno słowo "Minotaur"- co w pokrętny sposób było nawiązaniem do nici Ariadny i zaproszeniem mojego Tezeusza do pójścia "zieloną ścieżką".
Tego dnia po raz pierwszy odwiedziłam strych aż po sufit zapełniony dziwnymi i zupełnie zwyczajnymi przedmiotami. Nić ciągnęła się i ciągnęła aż pokazała drewniane "schodki" prowadzące na dach.
- Wino, uroczy mężczyzna i z w sprzyjających warunkach atmosferycznych może nawet doczekamy się księżyca.
-Powiedz mi jedno...
-Tak?
-Skąd wziąłeś taki wielki kłębek włóczki?
- Kocham Cię Greenbabe. Tak po prostu.
-Tak po prostu jest najlepiej.
Zielony kłębek przywiozłam ze sobą do Polski.
way-to-edinburgh 2007-01-16 18:25:13
skomentuj (5)
Kolejny krok
Fakt, że od roku cierpię na bezsenność i właściwie nie sypiam jest dowodem na to że można żyć bez rzeczy które z początku wydawały nam się bezwzględnie potrzebne.
- Pożegnaliście się?
- Właściwie to nie.
- Przyjedzie pożegnać się na lotnisko?
- Nie do końca.
- Tylko mi nie mów że On też zwariował.
- Był tak normalny jak każdego innego dnia
- Czuję zbliżające się kłopoty.Jak szczury sztorm.
- Jesteś moim ukochanym szczurem.
- Tylko mi nie mów że...
- Marta, zostaję.
- Miałaś mi tego nie mówić.
- Jestem szczęśliwa.
- Jesteś popieprzona.
- To z radości.
- Co ze studiami? Pracą? Co powiesz mamie?
- Skłamię.
- Świetnie...
-Mama?
-Córka wracaj szybko bo strasznie się stęskniłam.
-Mamo...
-No nie da się ukryć że Ojcem nie jestem
-Mamo, bo ja...
-No co? Dostałaś pracę i chcesz zostać na jakiś czas? Mam nadzieję że pomyślałaś o urlopie dziekańskim i nie rezygnujesz ze studiów?
Ta kobieta nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Sprawa była rozwiązana.
-No właśnie dostałam. Oczywiście że nie.
-Ucałuj ode mnie Martunie.
-Pewnie.
-Ale na święta nie zostawisz starej matki samej?
-Mamo, nie jesteś stara i nie wyobrażam sobie świąt bez ciebie.
...
W ciągu tygodnia wszystkie sprawy były uporządkowane. Tak jakby jakaś niewidzialna ręka usuwała z mojej drogi wszelkie możliwe przeszkody. Urzędy działały nadzwyczaj sprawnie, rozmowa kwalifikacyjna już za 4 razem okazała się strzałem w dziesiątkę i mogłam robić dokładnie to samo co zostawiłam tu w Polsce. Co w rezultacie zmniejszyło moje wyrzuty sumienia związane z Mamą bo powiedziałam prawdę tylko wcześniej niż ona zaistniała. Pojawienie się Kevina w moim życiu przemilczałam tylko dlatego że ciągle wydawał mi się iluzją. Nierealnym tworem mojej wyobraźni który tylko pozornie zmaterializował się pod wpływem silnego zaangażowania mojego umysłu. I rozpłynie się z nadejściem któregoś świtu.
Codziennie dowiadywałam się o nim nowych rzeczy.Interesował mnie każdy najdrobniejszy szczegół z nim związany. Nie słodził kawy, kiedy projektował obgryzał końce ołówków, cienkopisów , linijek i nie potrafił wiązać krawatów.
Na początku zdziwiłam się kiedy wpadł w biegu do biura od progu machając czymś w paski.
-W pralni rozwiązali mi krawaty. Za pół godziny zebranie. Ratunku.
-Czy ty naprawdę zamierzasz do tej koszuli założyć ten krawat?
-Nie wiem. Mam jeszcze takie na wszelki wypadek.
Otworzył torbę w której "na wszelki wypadek" przywiózł kilkanaście innych, też nie zawiązanych krawatów.
-Dobrze wiedzieć że jest ktoś kto zawsze pomoże zawiązać krawat.
-Dobrze mieć kogoś kto nie umie wiązać krawatów.
Październik w Edynburgu był dziwny. Słoneczne dni przeplatane rzęsiście deszczowymi. Pierwsze dni przedszkola Viki przeżyliśmy jak horror.
-Pani Córka ugryzła Mikea w rękę!
Córka...
-Bo ją dusił.
-On się z nią bawił.
-Obawiam się że to nie jest jej ulubiona forma zabawy co okazała w sposób taki jak umiała i myślę że jeśli zostanie to uszanowane to podobne zajścia nie będą miały miejsca?
-Jestem złośnicą?
-Nie, jestem z ciebie dumny, ale następnym razem kop o tutaj...wtedy na pewno już nie będzie cię zaczepiał i nie będzie śladu...
Mała z zapamiętanie ćwiczyła "kop o tutaj" na wymyślonym przeciwniku.
-Czy ty powinieneś ją uczyć takich rzeczy?
- Tak. Ta wiedza przyda się jej na resztę życia. Wiesz faceci to jednak w większości straszne świnie. No oczywiście ja jestem wyjątkiem.
-No oczywiście. Czyli mogę sobie darować ćwiczenie razem z Viki?
-No nie wiem, jak już mówiłem są jeszcze inni, ale nawet jeśli ich nie kopniesz to ja i tak skręcę im karki - hmm więc właściwie jesteś zwolniona z treningów.
A tak na marginesie. Nie uważasz że najwyższa pora zabrać swoje rzeczy od Marty.
-Wiem, wiem- weekend rozejrzę się za jakimś mieszkaniem.
-A może u nas?
- Bałaganię, kiepsko gotuję i mam aurę która sprawia że sama moja obecność psuje sprzęty RTV i AGD.
-Ale wiążesz krawaty i parzysz paskudną kawę. Mi pasuje.
-I w dodatku po takim krótkim czasem chcesz z nim zamieszkać? Wariatka.
-Jeśli będzie źle poszukam czegoś osobno
-Pomogę ci się spakować.
-Wiedziałam że zawsze jesteś po mojej stronie.
-Jesteś teraz na intelektualnym poziomie GUPIKA ale niech tam, jesteś też dorosła. Tylko pamiętaj. ZAWSZE możesz tu wrócić a w zamrażarce będą czekać miętowe z czekoladą.
-Wiem. Dziękuję.
I tak zaczęłam nowe życie.
way-to-edinburgh 2007-01-15 16:07:43
skomentuj (9)
Szczęście czasami jest dziwne.
Kalendarz nieubłaganie pokazywał początek ostatniego miesiąca moich wakacji. Przez kilka dni hipnotyzowałam aparat telefoniczny i komórkę. Zrywałam się na równe nogi za każdym razem kiedy wydawały z siebie dźwięk. Pierwszy raz nie potrafiłam włączyć opcji ignorowania i pójść dalej. Żeby zachować resztki szacunku do własnej osoby obiecywałam sobie że jeśli kiedykolwiek go spotkam zmrożę go spojrzeniem, zachowaniem i tonem głosu. W Sobotę było już wystarczająco kiepsko z moim nastrojem że Marta użyła ostatecznego oręża- litrowego wiadra lodów miętowych z kawałkami czekolady. Ubrane w dresiki dzierżąc dwie wielkie łyżki siedziałyśmy na balkonie i wspominałyśmy piękne czasy szczenięce. Dzwonek do drzwi zwiastował kolejny grzech obżarstwa- pizzę z ananasem.
-Możemy porozmawiać?
W za dużym o dwa rozmiary dresie. Z włosami poplątanymi gumkami-recepturkami. Boso. Ściskając łyżkę w ręce modliłam się żeby uczucie skrajnego kretynizmu nie wypełzło na moją twarz.
-Cześć.
-Możemy porozmawiać? Nie tu.
Miałam zmrozić go spojrzeniem i odmówić. To on nie zadzwonił. To on mnie olał. To...
- Tak, tylko daj mi chwilę muszę się przebrać.
- Niepotrzebnie. Wystarczy tylko wytrzeć lody ...o tu...
W tej chwili chciałam go zabić.
-Poczekaj 5 minut.
W chwilę nie da się zrobić z siebie bóstwa ale jeansy , bluzka, rozpuszczone włosy i trochę błyszczka podreperowały moje morale na tyle żeby wyjść.
Snuliśmy się w milczeniu ulicami które zaczęły być swojskie, bliskie temu czemuś w środku co pika szybciej na myśl że nie będę tu zawsze. Rozpoznawałam szyldy, mieszkania znajomych, wiedziałam gdzie są najlepsze ciastka... On patrzył uporczywie w jeden punkt - gdzieś tam przed sobą. Nie byłam do końca pewna czy rejestruje moją obecność.
-Chciałeś porozmawiać.
-Właściwie chciałem przeprosić za to że nie zadzwoniłem.
- Nie ma problemu. I tak cały tydzień byłam zajęta.
-A ja cały tydzień myślałem o tobie.
-...
-Chodź, pokażę ci coś ładnego.
-Zamknij oczy...daj rękę...uważaj stopień...zrób duży krok bo wpadniesz w wode...schyl głowę...nie podglądaj...no mówiłem nie podglądaj...
Widzieliście kiedyś miejsce które wygląda jak obraz najzdolniejszych autorów bajek. Bez świateł, hałasu ulicy, wszechogarniająca zieleń i żywa cisza.
-I jak?
-Jak iluzja. Tyle razy tu przychodziłam i nie znalazłam tego miejsca.
-Viki o ciebie pyta. Stęskniła się. Obiecałem jej kino może się przyłączysz do nas? Jutro o 16 moze być?
-Twoja siostra szybko przywiązuje ludzi do siebie.
-Ty też.
-...
Kino, lody , park, śmiech Małej, wieczorne spacery, Edynburg jakiego jeszcze nie widziałam, wspólne obiady, wypady za miasto, jazda konna z mniej opłakanymi skutkami niż za pierwszym razem, Marta która przed każdym moim wyjściem potwarzała że sama kręcę sobie stryczek na szyję i motyle rozmnażające się w zastraszającym tempie w okolicach żołądka. Poza przyjacielskim podaniem ręki kiedy wchodziliśmy na jakąś górę, objęciem ramieniem przy robieniu zdjęć czy ewentualnym użyczeniem ramienia kiedy przysypiałam w trakcie nocnych wieczorów filmówych Kevin zachowywał się jak 100% gentelman albo co gorsza idealny przyjaciel. Zanim się obejrzałam do wylotu zostały 3 dni.Zamiast pakować sterty rzeczy siedziałam na balkonie i oglądałam po raz setny tego dnia zdjęcia z ostatniego spaceru.
-Dziewczyno zastanów się w co ty się ładujesz. Za 3 dni wracasz do Polski. Za 3 dni wracasz do normalnego życia. Z tego nic nie będzię, no może kilka przesmarkanych w poduszkę nocy.
-Zakochałam się.
-Czy ty słyszysz co ja mówię do ciebie.
-Słyszę. Zakochalam się.
-Kretynka.
-Wiem.
- Wrócisz zajmiesz się swoimi sprawami i zapomnisz.
-Pewnie masz rację.
-Nie myśl że chce się ciebie pozbyć ale nie uważasz że należałoby zacząć powoli upychać twoje rzeczy do walizek.
-Tak.
-Poza tym On nic nie zrobił.
-WIem.
-Zaprzyjaźniliście się, w porządku ale sama mówiłaś że on nic...
-No wiem.
-Dobrze że chociaż On zachował jakiekolwiek poczucie rozsądku.
-Tak.
Telefon.
-Jest, tak, za 3 dni, co?, no w Środę ok 11, jest, za 15 minut też będzie chyba ze ją zabiję, co?, nie ważne.
-Małgośka i żebyś potem nie mówiła że cię nie ostrzegałam. Żebyś słowem nie pisnęła. Zaraz przyjedzie Kevin. Prosił żebyś zeszła do niego.
-Cześć.
-Nie wyjeżdżaj.
-Czy ty zawsze zamiast cześć musisz wprawić mnie w stan osłupienia.
-Oboje bardzo chcielibyśmy żebyś z nami została.
-...i zawału.
-Wiem że proszę o dużo, ale nie chcę żebyś wyjechała.
-Zostanę.
Jego usta były ciepłe i miękkie.
way-to-edinburgh 2007-01-14 19:11:35
skomentuj (5)
Edynburg to małe miasto. Telefon do Marty.Pisanie zaczęło pomagać.
U niej wszystko w porządku. Edynburg zalany strugami deszczu. Mój Edynburg z błyszczącymi kałużami, bezsłoneczny, w takie dni jak ten czekolada w okolicach Uniwersytetu smakuje najlepiej.Widziała Go tydzień temu w parku z Viki, przypadkiem, nie utrzymują kontaktu od mojego wyjazdu.,wymienili kilka zdań a potem nie było wyjścia i musiała dać mu mój adres- na szczęście zaznaczyła że może być nieaktualny bo miałam się wyprowadzić...-stąd ten list...
-Marta powiedz mi jak wygląda Viki
-Urosła i mówi coraz wyraźniej...próbuje chodzić po drzewach już...
- A on?
- A dobrze, wciąż przystojny i jak chce to ekstremalnie uroczy...
- Acha to dobrze...
- Idiotka. Od miesiąca jest na urlopie. Nie wiem kiedy ostatnio widział maszynkę do golenia i schudł jakieś 15kg od twojego wyjazdu. Czego się spodziewałaś?
-Nie wiem.
-Powtarzam po raz setny, skoro po roku nie zapomniał to chyba coś znaczy. I na pewno pozwoliłby ci wrócić.
- Przepraszam cię, ale muszę kończyć, mam dużo pracy...
Prośby Prośbami a Dian Cecht używając swoich boskich umiejętności przepędził grypę Marty i jak nowo narodzona mogła wrócić do pracy. Przez kilka dni snułam się po naszym mieszkaniu jak duch. Kawa była paskudna, nigdy nie umiałam parzyć dobrej kawy- w odróżnieniu od Kevina.Zaczęłam pić herbatę. Cisza zamiast perlistego śmiechu Viki wierciła dziurę w mózgu. Słuchałam muzyki . W porze obiadu zjadałam jabłko albo herbatnika bo jaki jest sens przygotowywać posiłek dla jednej osoby.
Któregoś dnia zadzwonił telefon. Coś rozedrganego zadźwięczało w środku. -Ach to ty Marta? - A kogoś się spodziewałaś? - Nikogo... -Zostaje dziś na noc, Pan i Władca rozkazał.- Ach ok, sorki obiad mi się przypala.
Zanim się obejrzałam z moich oczu popłynęły dwie fontanny. Ciekawe czy zrobi jej kawę? Przegadają noc? Czyli od początku chodziło o kogokolwiek kim można zapchać samotność...kogokolwiek.
Po godzinie byłam już czerwona i zapuchnięta z napuchniętym nosem od ciągłego wycierania. Dzwonek. Pewnie Marta chce zabrać ciuchy na jutro.
-Cześć
Gdyby tylko można było rzeczywiście spłonąć ze wstydu byłabym kolejnym opisanym w gazetach przypadkiem samozapłonu.
- Cześć...
- Widzę że zaraziłaś się od Marty, powinienem zadzwonić , pomyślałem że może będzisz miała ochotę wybrać się ze mną za miasto ale...
-Nic mi nie jest!!!-dziewczyno zachowaj trochę godności.
-Ale wyglądasz...
-Alergia!!! Wezmę wapno i przejdzie!!!
-Jesteś pewna?
-TAK!!!
No cóż, mojej euforycznej radości nie dało się ukryć a wszystkie babskie zasady udawania niedostępnej wzięły w łeb. A co najlepsze wcale mi to nie przeszkadzało. Makijażem zatuszowałam co się dało i byłam gotowa.
Przez całe popołudnie jeździliśmy konno po jakiś bocznych dróżkach. I zobaczyłam tą Szkocję spokojną, zieloną i cichą. Tą surową ale piękniejszą niż jakiekolwiek miejsce na świecie. Mało mówiliśmy ale milczenie wcale nie było krępujące.
Po 2 letniej przerwie kilka godzin w siodle zaowocowało zakwasami w wielu dziwnych miejscach. Kevin umierał ze śmiechu kiedy składałam się jak papier origami żeby wsiąść do samochodu.
Pod domem pomyślałam że wejście po schodach na moje piętro jest raczej niewykonalne. Bez większych ceregieli wziął mnie na ręce i zaniósł pod drzwi powtarzając żebym się nie zachowywała jak podlotek tylko potraktowała to jako pomoc pielęgniarską niepełnosprawnej osobie. Kiedy już skończył deptać resztki ocalałego romantyzmu powiedział że na wieczór zaplanował kino ale skoro jestem ofiarą losu to pojedzie do wypożyczalni. No i stałam z głupią miną, patrzyłam jak zbiega po schodach i zastanawiałam się jak to jest, że ja, kobieta wyczulona na wszelkie formy dyskryminacji mojej płci pozwalam się panoszyć temu facetowi , rozporządzać moim czasem i zupełnie mi z tym dobrze.
Wrócił. Z filmami, kolacją...Nad ranem usnęłam i obudziłam się oparta o jego ramię, otulona kocem, przyglądał mi się.
-Dzień dobry
-Dzień dobry
W mieszkaniu czułam zapach kawy za którą tak tęskniłam.
-Muszę już iść, wpadnę do domu , praca czeka. Jak mięśnie?
-Jestem jak nowa.
-To dobrze, zadzwonie wieczorem.
-Dobrze. Pa
Kiedy drzwi się zamknęły opuściły mnie resztki samozaparcia. Sycząc i jęcząc wczołgiwałam się do wanny.Potem sycząc i jęcząc wypełzłam z niej i poczołgałam się do pokoju. Nie zadzwonił. Przez cały tydzień.
way-to-edinburgh 2007-01-13 14:37:10
skomentuj (5)
wspomnienie drugie i skrawek dnia minionego.
Marek z pracy. Wysoki zielonooki brunet. Pokonujący kolejne szczeble kariery z prędkością światła. Zdobywający zawsze najpiękniejsze kobiety. Zdolny grafik, nieprzeciętny gawędziarz, posiadacz niekończącego się talonu na szczęście. Wczoraj przyszedł z dwoma kubkami kawy- chciał pogadać. Pokazał zdjęcie pulchniutkiej blondynki z małymi szparkami zamiast oczu, zupełnie niepodobnej do kobiet z którymi go widujemy. A jednak Dokonały Marek też za kimś tęskni, też zmarnował szansę na dom i nie zawsze jest taki szczęśliwy jak podejrzewaliśmy.
Nasza pierwsza przegadana noc była dziwna. Marta zachorowała a Viki nie chciała zostać z nikim innym tylko ciocią "Margt". Deszczowy dzień pod wezwaniem papierowych kukiełek, teatrzyków i lepienia figurek z ciasta solnego minął nadzwyczajnie szybko. Strach że sobie nie poradzę wyparował i dał miejsce na ciepło które wyzwalała we mnie Malutka. Późnym popołudniem w trakcie oglądania kolejnego odcinka Kubusia Puchatka obie zmorzył kamienny sen. Obudziłam się kiedy było już ciemno.Wyłączony telewizor, puste kolana na których wcześniej leżała mała główka.
Ktoś przykrył mnie kocem. Siedział przy stole z głową opartą na rękach. Nie zauważył że się obudziłam. Bezkarnie mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Miał ładne regularne rysy. 3 dniowy zarost, zmarszczki w kącikach oczu i zaciśnięte usta sprawiały że wydawał się nieprzystępny. Taki typ człowieka którego nikt nigdy nie zapyta o godzinę mijając go na ulicy. Musiałam w końcu się ruszyć. Wyrwany z zamyślenia patrzył jak na ducha. Przeprosiłam i zaczęłam szukać kurtki i torebki. Poprosił żebym została bo ma ochotę na kawę w czyimś towarzystwie. Rozmawialiśmy o wszystkim, o tym dlaczego wybrałam Edynburg i jak mi tu jest i o tym co zostawiłam w Polsce.Zadziwiała mnie moja szczerość. On mówił o Viki. O tym jak zaczął być brato-ojcem, pokazywał zdjęcia, w tych momentach błyszczały mu oczy i okazało się że ma ujmujący uśmiech. Kiedy było już jasno spojrzeliśmy na zegarki i wybuchnęliśmy śmiechem.Odwiózł mnie do domu. Sobotę zaczęłam od furii Marty która całą noc umierała ze strachu, bo padła mi komórka a ja zapomniałam dać znać że nie wracam. Nie pomyślała że zostałam z "tym obskurnym cholerykiem".
Przez dwa dni udobruchałam ją rolą najtroskliwszej pielęgniarki w tej części Europy. W niedzielę zadzwonił Kevin zapytać czy Marta może już wrócić do pracy. Odpowiedziałam że przez cały tydzień będę przychodzić zamiast niej.
Codziennie o 7:30 przychodziłam do nieoczekiwanej "pracy", codziennie czekała na mnie kawa , chwila rozmowy i uśmiechnięty Krasnal ładujący się na moje kolana. Codziennie jedliśmy wspólnie obiad i zostawałam dużo dłużej niż wymagały tego ode mnie godziny pracy. Codziennie Marta powtarzała że pakuję się w kłopoty a ja wstydząc się straszliwie życzyłam jej w duchu żeby grypa potrwała jeszcze trochę...
way-to-edinburgh 2007-01-12 15:42:08
skomentuj (8)
Wspomnienie pierwsze
Nie śpię, przeszłość zwaliła mi się na głowę z całą perfidnością plątaniny przypadków.List sprzed tygodnia noszę ze sobą w torebce, każde słowo znam na pamięć ale znowu otwieram zmęczoną kopertę i czytam. Nie mogę skupić się na pracy.
Nasz dom bez ciebie jest pusty i cichy. Nie umiem znaleźć tam spokoju. Gdyby nie przywiązanie Viki pewnie poszukałbym innego. W tym z dnia na dzień jestem coraz bliżej granicy obłędu. I ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego wyjechałaś...
Wymarzone wakacje w Edynburgu po trzecim roku studiów miały być nagrodą za oszałamiającą średnia, awans w pracy i pękającą w szwach teczkę certyfikatów.
Cieszyło wszystko. Chłonęłam każdy centymetr kwadratowy tego miasta i wiedziałam że za kilka lat zostanę tam na stałe. Całe dnie spędzałam na zwiedzaniu i robiłam setki zdjęć. Poznawałam ludzi, odwiedzałam starych znajomych z Polski którzy wyjechali w pogoni za lepszą rzeczywistością. Mieszkałam u Marty- przyjaciółki z czasów liceum. Pracowała jako niania ślicznej dziewczynki. Czasami chodziłyśmy razem do parku. Mała biegała za piłką a my rozmawiałyśmy. Okazało się że mieszka ze starszym bratem, bo jej mama wyjechała do Indii szukać sensu życia. Cała historia wyglądała jak artykuł z kolorowego pisma które kupuje się u nas z nudów czekając na spóźniający się pociąg. Byłam ciekawa jaki on może być. Naiwne dziewczę wyobraziło sobie wrażliwego ciepłego człowieka, zakochanego w tym biegającym Skrzaciku. Wróciłam z Martą do domu. Przed garażem stał już samochód. W domu czekała awantura za to że Marta nie zostawiła wiadomości gdzie jesteśmy. Facet okazał się prostakiem który nie ma zielonego pojęcia co to znaczy szacunek dla drugiego człowieka.Nie omieszkałam mu o tym powiedzieć. Moje wyobrażenie rozwiało się równie szybko jak dym z papierosa. Nie zbliżyłam się więcej do tego domu. Z Martą spotykałyśmy się w umówionych miejscach. Victoria podbiła mnie swoim uśmiechem i charrrrakterkiem godnym prawdziwej kobietki.
Po pierwszym miesiącu spędzonym w Edynburgu miałam już swoje miejsca , swoje puby, księgarnie i ulubione drzewa w parku. Łapałam się na tym że czas płynie za szybko i zanim się obejrzę miną kolejne dwa miesiące i będę musiała wrócić do mojej idealnie poukładanej rzeczywistości wróżącej mi świetlaną przyszłość. Z dnia na dzień byłam mniej pewna czy naprawdę tego chcę. W moje urodziny zaplanowałyśmy kino, romantyczną kolację przy świecach w swoim towarzystwie a potem miałyśmy pójść potańczyć.
Po południu zadzwoniła zapłakana Marta że siedzi w szpitalu bo Viki spadła ze schodów. Na miejscu okazało się że Mała jest w lepszym stanie niż jej opiekunka.
Kiedy przyjechał Kevin byłam przygotowana na karczemną awanturę. Od razu pobiegł do dziewczynki. Długo u niej siedział, słychać było jej perlisty śmiech. Potem wyszedł do nas i uspokajał roztrzęsioną Martę że to jego wina bo powinien zabezpieczyć schody które tak bardzo kuszą dziewczynkę.Z urodzin już nic nie wyszło bo obie nie miałyśmy nastroju. Ale zauważył że " cham i prostak" ma duże niebiesko szare oczy.
Nie pomaga. Pisanie nie pomaga. Boli. Moja dyplomowana Pani Psycholog mówisz że najpierw ma boleć a potem zacznie pomagać. Zaczęło boleć, kiedy pomoże?
way-to-edinburgh 2007-01-11 15:14:01
skomentuj (3)
Prestonfield Road
Dokładnie rok temu o tej porze siedziałam w taksówce która wiozła mnie na lotnisko. W torebce czekał bilet powrotny do kraju.Krótki lot.Nie pamiętam nic poza tym że na Okęciu było tłoczno i zdecydowanie za głośno. Nie pamiętam podróży pociągiem ani nocy kiedy znowu spałam w moim starym pokoju. Przez pierwsze tygodnie dużo płakałam i nie odbierałam telefonów od znajomych.Potem zaczęłam żyć, bo nie było innego wyjścia.
To miejsce dostałam od jedynej osoby której opowiedziałam o 16 miesiącach spędzonych w najdziwniejszym mieście Szkocji. Powiedziała że opowiadanie obcym ludziom o swoim życiu oczyszcza- rada dyplomowanego psychologa. Nie wiem, jestem introwertyczką może to jakiś sposób. Jakikolwiek w tej sytuacji...
Dom był stary i zaniedbany. Często psuło się ogrzewanie a instalacja elektryczna była zagadką dla kolejnych fachowców. Kusił niewygórowaną ceną i dużym zarośniętym ogrodem przypominającym scenerię z bajki dla dzieci. Kiedyś bawiłam się tam z 3letną Viki w szukanie skrzatów pod krzewami róż które już od lat nie zakwitły. Kiedy przymykam oczy dokładnie pamiętam każdy pokój. Miejsce codziennych przedmiotów i słyszę skrzypienie krzywych schodów z których spadałam średnio raz w miesiącu. Czuję zapach ziół w kuchni...
Obok mnie leży długi list pisany doskonale znanym charakterem który przyszedł kilka dni temu i obrazek od Mojej Małej. Paląc wszystkie mosty zapomniałam o jednym który teraz burzy całą idealnie poukładaną rzeczywistość.
Ale przecież za wszystkie błędy trzeba w końcu zapłacić.
way-to-edinburgh 2007-01-09 17:37:12
skomentuj (2)